Letni wypad w Bieszczady

Utworzono: piątek, 26, wrzesień 2014 Ania & Marek

Pod koniec sezonu urlopowego postanowiliśmy pojechać na kilka dni w Bieszczady. Dostaliśmy namiar na bardzo fajne miejsce noclegowe - prywatne schronisko górskie w Roztokach Górnych, tuż przy samej granicy Polsko-Słowackiej. Po znalezieniu tego miejsca postanowiliśmy odpocząć w bliższej okolicy. Kilka zdjęć z wycieczki znajduje się w Galerii.
W pierwszy, słoneczny dzień postanowiliśmy wejść na Hyrlatą. Piękny, wielki masyw, bez szlaków turystycznych. W około tylko dzika przyroda i lekkie napięcie spowodowane informacjami powtarzanymi w każdej publikacji na temat tej góry - są tam gawry niedźwiedzi. Zaczęliśmy podchodzić od strony Roztok Górnych, starą leśną drogą mocno pod górę. Przydatny w tym miejscu był program Trekbuddy (GPS). Dzięki niemu cały czas wiedzieliśmy, że idziemy właściwą drogą.

Przy pierwszym wierzchołku droga zanikła i musieliśmy kierować się na azymut w stronę szczytu. Dopiero wtedy trafiliśmy na stary szlak prowadzący przez wierzchołki masywu Hyrlatej. Dość szybko trafiliśmy na pierwszą szczytową polanę - niektórzy twierdzą, że to najdalej na zachód wysunięte połoniny w Bieszczadach. Z polany rozpościerał się świetny widok na okolicę. Po krótkim odpoczynku doszliśmy do pierwszego wierzchołka masywu - Rosochy. Tu chwila zastanowienia (dwie wyraźne ścieżki) i dalsza wędrówka tą właściwą, w stronę najwyższego wierzchołka. Po drodze kolejne polany (z widokiem na południowy-zachód). Przed samym szczytem przecięło nam szlak stado jeleni. Dotaliśmy w końcu do Hyrlatej (1103 m.n.p.m.). Tu zaczyna się (a raczej kończy) szlak GPS w kierunku Żubracze. Na miejscu podjęcie pierwszej na wyjeździe skrzynki geocache i odpoczynek na polanie pod szczytem w otoczeniu bardzo wysokich krzaków borówki czarnej. Dalszą wędrówkę zaplanowaliśmy w stronę naszej bazy noclegowej, pomijając ostatni wierzchołek - Berdo. Od kolejnej polany skierowaliśmy się w dół, w stronę Solinki. Dość przypadkowo trafiliśmy na kolejną drogę leśną, oznaczoną takim samym kolorem szlaku jak wcześniej. Po dość monotonnym zejściu doszliśmy w końcu do Solinki. Tu krótki odpoczynek na ruinach wioski, kolejna skrzynka geocache i w drogę, jeszcze bardziej monotonną drogą w kierunku Roztok Górnych (typowa, nowoczesna droga leśna - szeroki kamienny dukt z głębokimi rowami i co chwila składami na drewno).
Drugi dzień to głównie odpoczynek i bardziej komercyjna turystyka :) Do południa zwiedzaliśmy okolice Cisnej szukając skrzynek geocache. Po wczesnym obiedzie postanowiliśmy się odchamić i przejechać się Bieszczadzką Kolejką Leśną w stronę Balnicy. Najciekawszy odcinek to przełom Solinki między Hyrlatą a równie dziką górą - Matragoną. Krótki postój w Balnicy i podróż powrotna.Niestety pogoda zaczęła się załamywać. Po przejażdżce kolejką przeszła burza i silna ulewa. Niestety pogoda zmieniła się na typowo jesienną. Po ustaniu opadów, przed zachodem postanowiliśmy podjechać jeszcze na Przełęcz nad Roztokami. Na mapie zakaz, jednak można podjechać samochodem pod samą granicę. Krótka wycieczka na Słowację do źródeł Cirochy (i podjęcie słowackiego geocache). 
Trzeci, ostatni dzień to już planowanie podróży powrotnej do domu. Pogoda załamała się na dobre (ciągłe opady deszczu). Krótkie zastanowienie się i szybka decyzja - po drodze chcielibyśmy zobaczyć kilka cerkwi. Na pierwszy ogień poszedł Smolnik. Szybkie śniadanie w urokliwym rancho, następnie wizyta w cerkwi (aktualnie kościół rzymskokatolicki). Mimo remontu do środka wpuścił nas lokalny gospodarz. Następny przystanek to Radoszyce (wraz z wycieczką na Słowację po zakupy :) ). Później Komańcza, Turzańsk, Rzepedź i tym sposobem opuściliśmy Bieszczady :)

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież